V kadencja
Interpelacja nr 4842
do ministra transportu
w sprawie stosowania polskich liter w SMS-ach telefonii komórkowej
Wśród użytkowników telefonów komórkowych pojawiła się poważna wątpliwość, czy niektóre modele telefonów nie ˝oszukują˝ swoich właścicieli - chodzi o używanie w SMS-ach polskich znaków diakrytycznych (w języku występuje dziewięć liter ze znakami diakrytycznymi: ą, ć, ę, ł, ń, ó, ś, ź, ż, jeśli zaliczyć sporne ˝ł˝ do liter z diakrytykiem).
Temat podjęły liczne media po artykule ˝Wielkie zjadanie na ekranie˝, opublikowanym w ˝Gazecie Wyborczej˝ (22.08.2006 r.). W dyskusji dotyczącej tej sprawy padają sprzeczne informacje, stąd, jak sądzę, pewne kwestie należałoby wyjaśnić.
Jeden pojedynczy SMS bez stosowania polskich znaków diakrytycznych maksymalnie może zawierać 160 znaków alfanumerycznych (znaków podstawowych). I jest to standard (niezależny od oprogramowania czy marki telefonu). Jeśli jednak użytkownik używa znaków narodowych (wystarczy jedna polska litera, charakterystyczna dla naszego języka, np. ˝ą˝ czy ˝ś˝), zamiast 160 znaków SMS może liczyć jedynie 70 znaków (pozostałą część wiadomości zajmuje matryca znaków, niewidoczna dla użytkownika, pozwalająca na odtworzenie nietypowego znaku).
Z wyjaśnień operatorów wynika, że przy wpisaniu wSMS pierwszego nietypowego znaku (np. owego ˝ą˝ czy ˝ś˝) włącza się system Unicode, przekazujący w SMS-ie odpowiednią informację, pozwalającą na poprawne odczytanie wiadomości przez telefon odbiorcy.
Sytuacja ta budzi wiele nieporozumień. Panuje pogląd, że jeden polski znak (litera) w zależności od modelu telefonu potrafi ˝pożreć˝ nie jeden znak, ale znacznie więcej, bo nawet 90 znaków (we wspomnianym artykule czytamy, że np. słowo ˝miś˝ pożera nie trzy, a 90 znaków), co wprowadza ewidentne ograniczenia, ale także zwiększa koszt tam, gdzie wysyłana wiadomość przekracza wielkość jednego SMS-a. Pogląd ten przekazywały media, co dowodzi, jak bardzo konieczna jest właściwa informacja na ten temat. Gorsza przy tym jest jednak nieświadomość użytkowników, którzy nie zdają sobie sprawy z ˝pożerania˝ (lub powiedzmy precyzyjniej: znacznego nadgryzania) SMS-ów.
Operatorzy i producenci telefonów komórkowych wyjaśniają, że stosowanie znaków narodowych ogranicza SMS do 70 znaków, ale informacje o tym znajdują się w instrukcjach telefonów. Użytkownicy kwestionują jednak dostępność i przejrzystość takich informacji. Wskazują, że zapis znajduje się głęboko w tekście kilkudziesięciostronicowej instrukcji i nie zawsze jest czytelny dla przeciętnego odbiorcy. Podnoszą, że operatorom nie zależy na zmianie tej sytuacji, bo na zwiększaniu liczby SMS-ów osiągają znaczne zyski. Trudno ocenić, ile operatorzy sieci zarabiają na tym, że SMS-y ze znakami narodowymi są znacznie krótsze. Wystarczy powiedzieć, że w tym roku w Polsce było ponad 32 milionów abonentów w trzech sieciach (według GUS) wysyłających łącznie w ciągu tygodnia ponad ćwierć miliona SMS-ów. Naturalnie użytkownik telefonu może wyłączyć język polski (zmienić funkcję w ustawieniach), jednak jest to wyraźne ograniczenie. Są też modele, które pozwalają na używanie języka polskiego, ale polskich liter nie wysyłają, przekształcając je w znaki podstawowe, ale przecież także nie o to chodzi użytkownikowi.
W związku z powyższym uprzejmie proszę o odpowiedź na następujące pytania:
1. Czy, zdaniem Ministerstwa, ograniczenie liczby znaków w jednym SMS-ie (ze 160 do 70 znaków, a więc znacznie więcej niż o połowę) jest na obecnych zasadach, przy znikomej informacji na ten temat, prawnie dopuszczalne? Czy operatorzy nie powinni w sposób znacznie bardziej skuteczny informować użytkowników o automatycznym skracaniu SMS-ów pisanych ze znakami diakrytycznymi języka polskiego?
2. Czy operatorzy nie powinni płacić odpowiednio taniej za SMS-y automatycznie skracane przez operatora (pisane w języku polskim)? Czy jest to możliwe od strony technicznej i uzasadnione od strony ekonomicznej, bowiem nie mam wątpliwości, że jest to uzasadnione od strony konsumenckiej?
3. Czy jest możliwe, aby operatorzy na takich samych zasadach przyjęli stosowanie znaków języka polskiego, jak znaków podstawowych (alfabetu języka angielskiego)? Czy na operatorach spoczywać będzie taki obowiązek w określonej perspektywie czasowej?
Z poważaniem
Poseł Roman Czepe
Warszawa, dnia 6 września 2006 r.