6 kadencja, 4 posiedzenie, 1 dzień - Poseł Janusz Cichoń

6 kadencja, 4 posiedzenie, 1 dzień (18-12-2007)

2 punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy budżetowej na rok 2008 (druki nr 16 i 53).


Poseł Janusz Cichoń:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Konstrukcja debaty budżetowej w obecnej formie ogranicza znacznie posłom pole manewru. Wszyscy wiemy, że poprawka nie może być ˝deficytowa˝, to znaczy nie może powodować zwiększenia deficytu budżetowego zaplanowanego w projekcie budżetu. To swego rodzaju kaganiec, który nieco paradoksalnie tworzy iluzję efektywności zaproponowanych w budżecie wydatków.

    Znany włoski ekonomista Vilfredo Pareto sformułował tezę, że takie rodzaje alokacji zasobów, w przypadku których niczyjej sytuacji nie da się polepszyć bez jednoczesnego pogorszenia sytuacji kogoś innego, są efektywne. Mówimy o nich: efektywne w rozumieniu Pareto lub optymalne w sensie Pareto. Poszukiwanie korzyści w rozumieniu Pareto jest ulubionym zajęciem wielu ekonomistów, ciągle łamiemy sobie nad tym głowy. Pogląd, że każda z takich zmian powinna zostać wprowadzona w życie, jest nazywany zasadą Pareto. Przypomnę: zmiana polegająca na poprawie sytuacji jednych bez pogorszenia sytuacji drugich. Trudne. Nic więc dziwnego, że poselskie poszukiwania spełzły niestety na niczym. Nie spełniają tego warunku także poprawki zapowiedziane przez panią poseł Natalli-Świat i klub PiS czy panią poseł Błochowiak i klub LiD. Myślę, że minister finansów bez większego ryzyka mógłby ufundować nagrodę dla każdego, kto wskaże taką korzyść, kto odkryje nieefektywność w rozumieniu Pareto.

    Brak poselskich sukcesów na tej niwie nie oznacza jednak, że planowane w 2008 r. wydatki są rzeczywiście efektywne i że zakładane efekty wymagają aż takich nakładów, że wreszcie przy tym poziomie wydatków efekty nie mogą być większe. W trakcie prac w komisjach mieliśmy w tych kwestiach wiele wątpliwości. Nieśmiało podnosiły się głosy dotyczące zatrudnienia i płac w wielu państwowych instytucjach, wydatków majątkowych, w niektórych przypadkach, można by rzec, wodotrysków. Przykład: konferencja organizowana przez NIK za 6,5 mln zł. Znaleźliśmy niespełna 1% oszczędności. Zabrakło niestety czasu na rzetelny przegląd wszystkich wydatków, nie mówiąc już o weryfikacji zadań i określeniu niezbędnych do ich realizacji środków. Powtórzę to, co mówiłem w trakcie dyskusji przy pierwszym czytaniu ustawy budżetowej: Aż prosi się o zastosowanie formuły zero base budgeting.

    To kolejny dowód na to, że potrzebna nam jest pilnie reforma finansów publicznych, która umożliwi racjonalizację wydatków. Budżet, o którym dyskutujemy, nie jest budżetem naszych marzeń. Nie mogliśmy jednak podjąć ryzyka, do czego nawoływała chociażby pani poseł Błochowiak. Mało tego, znaleźliśmy się naprawdę w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony, wiemy, że ten budżet pogłębia zły stan finansów publicznych, a dzięki wprowadzonym zmianom nieco mniej psujemy. Wiemy też, że proponowane zmiany nikogo w pełni nie satysfakcjonują, w wielu kręgach budzą opór (wielu instytucjom coś zabieramy). Z drugiej strony, narasta ryzyko makroekonomiczne. Realne jest zagrożenie, że wzrost płac będzie wyższy, niż założono - w zasadzie w jakiejś mierze jest to przesądzone - zatem możemy się spodziewać wyższej inflacji, wyższych stóp procentowych, szybszego wzrostu popytu krajowego, wyższego deficytu obrotów bieżących. Realizacja takiego scenariusza spowodować może napięcia, które trudno będzie opanować, możliwości korekt i przesunięć są bowiem bardzo ograniczone. Przekonaliśmy się o tym w ostatnich tygodniach w toku naszych prac nad budżetem. Jeśli nie podejmiemy pilnie prac nad reformą finansów publicznych, działania te będą jeszcze trudniejsze, a mówiąc szczerze, strach pomyśleć, co może się wydarzyć w kolejnych latach.

    Warto też zwrócić uwagę na to, że nasze społecznie oczekiwane decyzje ściągają kłopoty na innych. Jest tak z pewnością w kwestii wzrostu wynagrodzeń nauczycielskich. Nie wystarczy podnieść subwencji, aby zrealizować tę obietnicę. Swoje dołożyć muszą samorządy. Pamiętajmy o tym, że subwencja oświatowa nie ma wiele wspólnego z rzeczywistymi kosztami, to algorytm, w zasadzie sposób na podział środków zapisanych w budżecie, klucz podziałowy uwzględniający nośniki kosztów. Środki przekazywane w ten sposób nie wystarczają na pokrycie rzeczywistych kosztów. Gminy, powiaty, województwa, organy prowadzące dokładają do subwencji wcale niemałe kwoty. W wielu przypadkach ta dopłata przekracza 50%. Teraz będą musiały dołożyć więcej. Będzie to tym trudniejsze, że nie przewidzieliśmy w budżecie rekompensaty za utracone przez samorządy dochody z PIT. Wprowadzenie zwolnień podatkowych dla posiadających dzieci to ubytek w kasach samorządu rzędu 3-3,5 mld zł.

    Mimo tych krytycznych uwag i świadomości, że ten budżet, jak powiedziałem, nie jest budżetem naszych marzeń, uważamy, że powinniśmy przyjąć sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych i tę ustawę budżetową. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Powrót Przebieg posiedzenia