6 kadencja, 20 posiedzenie, 4 dzień (25-07-2008)
43 punkt porządku dziennego:
Wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec minister zdrowia Ewy Kopacz (druki nr 761 i 802).
Poseł Tadeusz Cymański:
Panie Marszałku! Panie Premierze! Szanowna Rado Ministrów! Wysoki Sejmie! Najpierw tytułem sprostowania chcę przedstawić informację, komunikat. Koniec III kwartału 2005 r., wymagalne zobowiązania w służbie zdrowia: 6 mld 87 mln zł. IV kwartał 2007, koniec rządów PiS, zobowiązania wymagalne: 2 mld 734 mln zł. (Oklaski) Źródło: internetowy dziennik, stronica internetowa Ministerstwa Zdrowia. Gdzie jest tych 10 mld? Dziękuję, bez komentarza. (Oklaski)
(Poseł Czesław Hoc: Kłamstwo.)
Zacznę nietypowo. Cytat: Rząd nie służy dobrze obywatelom, nie rozwiązuje istotnych problemów społecznych i gospodarczych, pogłębia się kryzys. Pan minister jako człowiek tego rządu ponosi współodpowiedzialność za zaistniały kryzys polityczny. I trzecie zdanie: W związku z zaistniałą kryzysową sytuacją, w imię odpowiedzialności za państwo, w imię dobrze pojętych interesów Polski i Polaków występujemy o dymisję - tu odkrycie tajemnicy - pana Zbigniewa Religi, ministra zdrowia. I to już jest wszystko. Tylko i aż tyle było zawarte w uzasadnieniu do najbardziej nikczemnego wniosku wobec ministra Religi. Pomijając autorytet tego wybitnego człowieka, pomijając to, że nie wszystko mu się udało, że można było go krytykować i można to robić dzisiaj, nie odchodził przecież z pustymi rękami. Nawet wy z tego korzystacie.
Żeby było jeszcze ciekawiej, ta totalna krytyka nie koresponduje z exposé pana premiera Donalda Tuska, gdzie czytamy, że: będziemy korzystać z dobrych dokonań i rozwiązań naszych poprzedników. Pani minister Kopacz, wtedy przewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia, nie pozostawiła przysłowiowej suchej nitki. Dziwowali się nawet nasi wrogowie. W swoim zapędzie, w swoich emocjach - dzisiaj pewnie tego żałuje, bo nie jest aż tak zła i nie ma złego charakteru - dała się uwieść klimatowi tej ostrej jazdy względem PiS-u. To jednak zostawia swój ślad. Niestety kładzie się to cieniem nawet na dzień dzisiejszy. Oto przestroga dla wszystkich, nawet dla tych, którzy kiedyś przyjdą tutaj po nas. (Oklaski)
Są dwa słowa, z których jedno to ˝kompromis˝ - piękne, wspaniałe słowo, którego tak bardzo brakuje w życiu prywatnym, codziennym, ale także w polityce, również polskiej, niestety - a drugie to ˝konfrontacja˝. Tak, ona ma się dzisiaj dobrze. Żeby było jasne - nikt pod tym względem święty nie jest. Jednak jeżeli chodzi o tę konkretną sprawę, o której mówimy, to propozycja kompromisu: ręka wyciągnięta do was z tej strony i ręka wyciągnięta do was z tej strony, zostały zdecydowanie odtrącone.
(Poseł Czesław Hoc: Ucięte.)
Jeżeli mówicie o transparentności, pan minister Bolesław Piecha przywołał ustawę z 18 stycznia, bo jest powiedzenie: Królestwo za konia! ale tu, w tej reformie: Królestwo za jeden zapis! Prywatyzacyjny. Tak! (Oklaski) Tak naprawdę to jest jądro tej całej sprawy. Pytam wobec tego publicznie - niech tutaj ktoś przyjdzie i niech powie - na czym polegała ta metamorfoza? Gdzie się ona dokonała?
(Poseł Czesław Hoc: Tak jest.)
Pod wpływem jakich argumentów? Jaki ekspert, jaki autorytet podpisał się pod tym projektem? Pewnego dnia o nieoznaczonej chwili, prawdopodobnie gdzieś w salonach Ministerstwa Zdrowia czy Rady Ministrów ten zapis, który był barierą chroniącą przed sprzedażą i prywatyzacją polskich szpitali, wyparował. (Oklaski)
A czy ci, którzy nas słuchają, nie mają prawa dowiedzieć się, kto i dlaczego ten zapis zaproponował? Pod wpływem jakich argumentów? Przecież nikt w tej sprawie nie przyznał wam racji - jak jeden mąż, jak jedna organizacja, jak jeden autorytet. A człowiek powszechnie szanowany i znany, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej w charakterystycznej wypowiedzi na posiedzeniu Komisji Zdrowia stwierdził tak: Mamy wiele poglądów liberalnych. Nie jesteśmy w takim szyku, jak lewica czy PiS, ale muszę powiedzieć, że taka liberalizacja i taka ustawa to na świecie jeszcze nie miała miejsca. Tak powiedział! (Oklaski)
Autorytety, autorytety...
Mam jeszcze dużo czasu, 14 min, dokładnie 13 min 57 sek. (Wesołość na sali)
Autorytety to nie wyrocznie, ale warto ich wysłuchać. Warto rozważyć to, co mówią, warto się zastanowić, nikt nie jest nieomylny. Premier mówił, że w swoim wystąpieniu przytaczam dokładnie jego słowa z exposé. To jest też charakterystyczne. Warto być dociekliwym. Pan premier powiedział, że: planujemy naprawę systemu zdrowia, ale nie oferujemy Polakom rewolucji m.in. dlatego, że nieustanne reformy i kontrreformy doprowadziły w niemałym stopniu do utraty poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego. Dobrze powiedziane. A co wy teraz tu robicie? To nie jest nawet rewolucja. To jest rewolta! Pucz! Zamach po prostu! (Oklaski) To jest niesamowita sytuacja.
Przechodząc do szczegółów, chcę powiedzieć, iż byłem 8 lat samorządowcem.
(Poseł Norbert Raba: Gdzie?)
Tylu u was znakomitych samorządowców. Bo to nieprawda, że Platforma to jest taka zgraja czy dzicz, czy sicz. Nie, jesteście dobrym towarzystwem. Wielu wspaniałych, uczciwych i nawet wrażliwych ludzi. (Wesołość na sali) W Platformie, tak. (Oklaski) Ale liczą się decyzje i strona, w którą się idzie. Jesteście skrajnie liberalną partią. To tkwi w waszej naturze. Używając medycznego języka, mogę powiedzieć, iż Platforma ma to genetycznie. U nas to się pojawiało i pojawia, ale to jest infekcja, z tym można walczyć. (Wesołość na sali, oklaski) Z tym można walczyć, chociaż nawroty są bardzo bolesne i sami tego doświadczaliśmy nie raz, nie tylko w tej Izbie. Tutaj taka mała dygresja: PSL już taki nie jest. Uważajcie, nie dajcie się też trochę, bo możecie być jedynym małym hamulcowym. Nie ma co się stawiać potężnemu partnerowi, ale jednak czasy przemijają, a zostają wspomnienia, ślady i skutki.
Chciałbym powiedzieć o ważnej w tym momencie kwestii, żeby konkretnie coś jeszcze pokazać. Nie miałbym odwagi i czelności publicznie powiedzieć, że Platforma z zimną krwią robi wielki biznes czy przekręt, ale mogę. Mam nawet obowiązek powiedzieć, że jest wiele faktów i przesłanek, które do takiego wniosku skłaniają. Andrzej Strug napisał książkę ˝Dzieje jednego pocisku˝, a ja spróbuję przedstawić dzieje jednego paragrafu. To może każdy zrozumieć na konkretach, tak jak fałsz w chórze, jeden głos, jeden ruch pędzla powoduje, że obraz jest do niczego, tak i tutaj zabrzmiał fałszywy ton. W którym miejscu? Już mówię.
Proszę państwa, jak jest dzisiaj w prawie? Dzisiaj w prawie jest tak - ustawa o zakładach opieki zdrowotnej. Jest art. 7. Jeżeli zbolały, czy ktokolwiek przychodzi do szpitala, jaka jest dzisiaj definicja? Jest taka: Zakład opieki zdrowotnej nie może odmówić udzielenia świadczenia zdrowotnego osobie, która potrzebuje natychmiastowego udzielenia takiego świadczenia ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia. Tak definicja. Nie wiem, czy w ogóle premier wie, co się dzieje pod jego ręką. (Wesołość na sali) A co dzisiaj proponujecie? Inną definicję. A mianowicie: Osoba, która jest w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, a to już jest co innego. Stan polegający na nagłym lub przewidywanym w krótkim czasie pojawieniu się objawów pogarszania zdrowia, którego bezpośrednim następstwem może być poważne uszkodzenie organizmu lub uszkodzenie ciała, lub utrata życia, wymagające natychmiastowych medycznych działań ratunkowych. Nie trzeba być prof. Bralczykiem ani Miodkiem, nie trzeba być językoznawcą, żeby zrozumieć, że to nie są tożsame definicje i że ta nowa definicja jest gorsza dla pacjentów, będzie gorsza dla pacjentów.
(Poseł Tomasz Kulesza: Lepsza, bo prawdziwa.)
A dla kogo będzie lepsza?
(Poseł Tomasz Kulesza: Dla samorządów.)
Dla prywatnych właścicieli szpitali. (Oklaski) Tak, i tę prawdę trzeba przekazywać. Możecie sobie mówić, co chcecie, a to jest fakt.
Inny przykład. Konkrety - to drażni, wiem, to boli, ale o tym trzeba mówić. (Dzwonek) Jest dzisiaj...
Jeszcze 3 minuty.
(Poseł Krzysztof Putra: I 40 sekund.)
Myślę, że pan marszałek nie będzie gorszy dla opozycji niż dla swoich.
Jeżeli chodzi o współpracę, powiem teraz o innym fakcie. Umiejętność współpracy, współdziałania. Nie będę powtarzał przytoczonych wątków. Zrobię rzecz niecodzienną, powiedziałem to na posiedzeniu komisji, ale teraz jest szersze audytorium. Są takie sprawy, kiedy trzeba przekraczać granice, również swojej niechęci, by nie powiedzieć: nienawiści, jak również wielkich sporów politycznych. Sposób, w jaki odstrzelono, wyrugowano, wyrzucono z prezydium Komisji Zdrowia siedzącego tu ministra Balickiego powinien być dla was powodem do wstydu. Prosiliśmy - jeśli w SLD źle się dzieje i mają wątpliwości, rozrachunki, ale nie było nic przeciw temu, żeby mógł dalej być w prezydium i pracować. To, że jest nieprzejednanym przeciwnikiem prywatyzacji...
(Poseł Zbigniew Chlebowski: O czym ty mówisz?)
...to nie tytuł, żeby waszymi głosami wycofać go z komisji.
(Poseł Czesław Hoc: Z prezydium.)
(Poseł Zbigniew Chlebowski: Prawdę mów.)
To nie ma nic do rzeczy? Ma do rzeczy, bo sposób, w jaki funkcjonuje zaplecze polityczne, Komisja Zdrowia, która ma do wykonania ogromną pracę i potrzebuje fachowców, którzy różnie myślą... Spierajmy się, ale nie róbmy takiej dintojry. Tak było.
(Poseł Tomasz Kulesza: Dalej jest w komisji.)
Jest w komisji, ale został usunięty z prezydium, to jest fakt.
Chciałem powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy. Jest propozycja, aby minister w drodze rozporządzenia określał kwalifikacje i kryteria osób pracujących w służbie zdrowia, taki zapis się znalazł w nowej ustawie. Postawiłem pytanie publicznie, na posiedzeniu komisji. Dlaczego w nowej ustawie ten zapis, który nakłada kwalifikacje, jest bardzo ważny dla pacjentów, nie obejmuje wszystkich podmiotów, tylko wybrane - państwowe, nie prywatne. Odpowiedź: bo tak jest dzisiaj w tym prawie. To jest druga przesłanka.
Chcę powiedzieć na koniec o prywatyzacji. Jesteście partią rynkową. Tak naprawdę na czym polega problem? To w waszym organie prasowym, w ˝Gazecie Wyborczej˝ (Wesołość na sali), był artykuł ˝Za i przeciw˝, można go było przeczytać, bo jeśli chodzi o prywatyzację, to nie jest tak, że ktoś w ogóle krytykuje prywatyzację. Tu chodzi o coś innego, żeby się kiedyś nie spełnił najgorszy ze scenariuszy, jak ktoś ponuro powiedział mi w pociągu: Panie pośle, róbcie coś, brońcie, żeby nie było tak, że dla jednego pawilon, a dla drugiego pavulon, nie róbcie tak. Tak ludzie to widzą. Taki może być finał. A dlaczego? Można się spierać, szanuję poglądy innych, ale chcę powiedzieć: nie będzie dramatem, że będzie prywatyzacja. Już kończę. Dramat polega na tym, że jeżeli prywatny sektor szpitali będzie miał dominującą pozycję na rynku, wpłynie to na poziom cen. I tu jest dramat.
A na koniec powiem o samorządzie. Byłem 8 lat burmistrzem. Jeżeli ktoś mówi o samorządowcach, że to hedoniści, to mówi bzdury i karczemnie kłamie. Są pełni poświęcenia, dbają, są świetnymi gospodarzami. Chwała, ale jeśli ktoś sądzi, że to są masochiści, którzy szukają problemów i uwielbiają katorżnicze działania, to się myli. Jeżeli się otworzy szansa i możliwość po oddłużeniu, pójdzie szeroki strumień prywatyzacji. Może już was nie będzie, ale ludzie będą ten dzień przeklinać. Dziękuję bardzo. (Długotrwałe oklaski)
Przebieg posiedzenia