6 kadencja, 4 posiedzenie, 1 dzień (18-12-2007)
2 punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy budżetowej na rok 2008 (druki nr 16 i 53).
Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Przewodniczący Trybunału Stanu Lech Gardocki:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Moja wypowiedź będzie oczywiście nie o miliardach, tylko o milionach, a dokładnie o 9 mln, które nazwano cięciem w wydatkach Sądu Najwyższego dokonanym przez Komisję Finansów Publicznych, co jest, moim zdaniem, dużym błędem. Przedstawiony przez Sąd Najwyższy projekt budżetu zakładał wydatki w wysokości 73 752 tys. zł. W budżecie na rok 2007 plan wydatków Sądu Najwyższego wynosił 61 927 tys. zł, ponieważ w czasie prac parlamentarnych nad budżetem w ubiegłym roku, tzn. nad budżetem na 2007 r., zmniejszono naszą propozycję wydatków o ponad 10,5 mln zł. Nasz ówczesny projekt przewidywał wydatki w kwocie 72 427 tys. zł, zakładał dokonanie szeregu remontów i konserwacji urządzeń gmachu Sądu Najwyższego, koniecznych w związku z tym, że gmach ten, oddany do eksploatacji w roku 1999, nie może bez tych remontów i konserwacji prawidłowo funkcjonować. Zmniejszenie kwoty wydatków na bieżący rok dokonane w 2006 r., w czasie prac pod koniec roku, przysporzyło nam wielu kłopotów, a przede wszystkim spowodowało, że planowane przez nas remonty i inwestycje zostały odłożone. Wcześniej czy później nie da się ich uniknąć. Będą one jednak dokonywane w trybie awaryjnym, w nerwowej atmosferze. To samo dotyczy niezrealizowanych planów modernizacji naszej coraz bardziej przestarzałej sieci informatycznej, która powinna być uzupełniona i unowocześniona. Powiem tylko o jednym fakcie. Mianowicie 150 spośród używanych przez nas komputerów zostało zakupionych w roku 1999. To dosyć stary sprzęt, jak się orientują wszyscy państwo, którzy posługują się komputerami. Musieliśmy też odłożyć nasze plany poszerzania korpusu asystentów sędziów Sądu Najwyższego właśnie ze względu na brak pieniędzy. Właściwie wszyscy - kiedy rozmawia się z posłami, senatorami, ministrami - bardzo popierają tę ideę, żeby dążyć do tego, aby każdy sędzia Sądu Najwyższego miał asystenta, tylko że okazuje się, iż nie ma na to pieniędzy. Stąd w naszym projekcie na rok 2008, ze względu na te odłożone wydatki, które będą musiały być dokonane, powrót do wysokości wydatków, która umożliwiłaby wykonanie prac i zakupów, których nie mogliśmy dokonać w roku bieżącym.
Potrzebę taką obszernie uzasadniliśmy w pisemnym projekcie budżetu Sądu Najwyższego na rok 2008. Projekt ten spotkał się z przychylnym przyjęciem Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, naszej branżowej komisji. Później, w dniu 5 grudnia odbyło się posiedzenie Komisji Finansów Publicznych, na którym byłem obecny i na którym omawiane były projekty budżetów organów państwa mających tzw. samodzielność finansową, nazywanych przez media elegancko świętymi krowami, m.in. miał być omawiany budżet Sądu Najwyższego. W czasie obrad Komisji Finansów Publicznych nikt nie kwestionował naszego planu, nie dyskutowano też nad nim ani nie proponowano żadnych cięć. Nikt nie żądał ode mnie dodatkowych wyjaśnień. Byłem w związku z tym przekonany, że spotkał się on z aprobatą, zwłaszcza że w przypadku niektórych instytucji była w mojej obecności jakaś dyskusja i pewne zastrzeżenia przedstawiano. Dopiero dwa dni później dowiedziałem się z prasy, że komisja uchwaliła - jak rozumiem, na wniosek ministra finansów - cięcia naszych wydatków o 9 mln zł. Stanowi to ponad 12% planu wydatków i stawia Sąd Najwyższy ponownie w bardzo trudnej sytuacji. Niezależnie od tego, że była to decyzja błędna, uważam sposób załatwienia tej sprawy za niedopuszczalny i będący wyrazem lekceważenia Sądu Najwyższego. Mam tu na myśli sposób załatwiania tej sprawy na posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych. Przyszedłem na posiedzenie komisji po to, aby bronić naszych propozycji w poważnej dyskusji, a okazało się, że brałem udział w komedii. Nikt niczego ode mnie nie chciał, niczego nie kwestionował. Domyślam się, że posłowie po prostu z góry wiedzieli, jaką uchwałę mają podjąć, a więc nie chcieli tracić czasu na dyskusję i ewentualną polemikę ze mną. W ten sposób samodzielność finansowa Sądu Najwyższego staje się oczywiście czystą fikcją. Możemy sobie tworzyć projekty, których nie musi akceptować minister finansów, ale wszystko to może być po prostu zmienione zaocznie, bez żadnej dyskusji w Komisji Finansów Publicznych.
W rezultacie ta decyzja, jak powiedziałem, jest wysoce nieracjonalna. 12% zaplanowanych wydatków, 9 mln wydaje się kwotą niewielką, ale dla nas jest to dużo. Myślę, że to po prostu wstyd. Nie powinno być tak, że prezes Sądu Najwyższego w 40-milionowym państwie, zamiast zajmować się na co dzień sprawami merytorycznymi, głowił się, w jaki sposób zapłacić bieżącą fakturę, czy też znaleźć pieniądze na zakup jakiejś zużytej części urządzenia klimatyzacyjnego, bo inaczej będzie jakaś awaria, która nas skompromituje. Mogę dodać jeszcze jedną rzecz, może nieważną. Byłem ostatnio na posiedzeniu zarządu organizacji o nazwie Sieć Prezesów Sądów Najwyższych w Unii Europejskiej, gdzie się okazało, że przewodniczący tego zarządu, tej organizacji, Lord Philips, odchodzi w stan spoczynku. W rozmowach kuluarowych pytano mnie, czy nie zechciałbym objąć tej funkcji. Nawet chciałem się zgodzić, ale od razu sobie przypomniałem, że w ciągu roku trzeba zwołać kilka posiedzeń zarządu w Warszawie, może jedno posiedzenie plenarne. Może w tym czasie coś się zdarzyć, że trudno to będzie zrobić w Sądzie Najwyższym, w związku z tym, że pewne urządzenia nie są konserwowane, a w ogóle to też trzeba po prostu kilkunastu tysięcy złotych. Niby nie tak dużo, ale trzeba wydać. W związku z tym powiedziałem, że jestem strasznie zajęty i dziękuję bardzo za propozycję, która oczywiście jest dla mnie zaszczytem. To chyba też trochę szkoda. Tak że w sumie uważam, że ta decyzja była bardzo nieszczęśliwa i byłbym zadowolony, gdyby przywrócono stan poprzedni. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia