6 kadencja, 4 posiedzenie, 1 dzień (18-12-2007)
2 punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy budżetowej na rok 2008 (druki nr 16 i 53).
Poseł Andrzej Orzechowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Budżet państwa to jest finansowy wyraz klasycznych zadań państwa, zadań socjalnych i także zadań ekonomicznych. Dzisiaj, kiedy była mowa na początku posiedzenia o przyjaznym państwie, to jeden z posłów nazwał ten projekt ˝bezradnym państwem˝, a pan poseł Cymański stwierdził, że Platforma Obywatelska nie lubi państwa. To nie jest tak, że Platforma Obywatelska nie lubi państwa. Platforma lubi państwo.
(Poseł Romuald Ajchler: Tylko nie lubi PiS.)
Nie lubi państwa zcentralizowanego, lubi państwo obywatelskie i lubi takie państwo, które nie ma rozdętych wydatków. A mamy oto taką sytuację, że jeżeli chodzi o budżet państwa, to przez ostatnie kilka lat wydatki się dosyć istotnie zwiększały. Doprowadziło się do takiej sytuacji przez ostatnie lata, że zadłużenie, państwowy dług publiczny wynosi ponad 500 mld zł, a roczna obsługa zadłużenia - 28 mld zł. Przypominam, że to jest 9% wydatków publicznych. Gdyby nie te wydatki, to ile środków można byłoby przeznaczyć dla emerytów i rencistów, ile środków można by było przeznaczyć dla różnych grup zawodowych? A przypominam, że są to wydatki jałowe.
Projekt budżetu na rok 2008 po korektach Komisji Finansów Publicznych jest znacznie bardziej skromny niż jego projekt przedłożony przez rząd. Zabezpieczono w tym budżecie środki na podwyżkę dla nauczycieli, zmniejszono także deficyt, ograniczając głównie wydatki na dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ale także na wydatki administracyjne. Więcej w tak krótkim czasie nie dało się zrobić. Dość powiedzieć, że sztywność wydatków w granicach 70% powoduje, że w tak krótkim czasie nie da się tylko w ustawie budżetowej tak zmienić systemu finansów publicznych, żeby można było w jednym budżecie zrealizować wszystkie zamiary, które tak naprawdę są zaplanowane na całą kadencję. Dlatego już teraz trzeba zacząć myśleć o tym, aby odsztywniać wydatki, oczywiście poprzez inne ustawy, a nie ustawę budżetową, poprzez zmiany przepisów jeszcze przed podjęciem prac nad projektem budżetu na 2009 r.
Budżet na 2008 r. nie spełnia oczekiwań wielu ekonomistów. Wydatki rosną szybciej niż produkt krajowy brutto. To nieuzasadniona ekspansja budżetowa w warunkach dobrej koniunktury. Nie biorę już pod uwagę wniosków składanych przez wielu z państwa, głównie przedstawicieli opozycji. Teraz trzeba dążyć do ograniczania deficytu. Jest to dobry budżet dla nauczycieli, ale także dla policji, bo tam przewiduje się wzrost wydatków o ok. 20%, i dla straży pożarnej - wzrost o 15%. Służby te odczuwały ostatnio narastające trudności kadrowe w związku z niskim poziomem uposażeń.
Szczególnie preferowanymi pozycjami wydatków są także sport i kultura, tu dynamikę wzrostu przewiduje się w granicach 50%. Bardzo istotne są wydatki na infrastrukturę, to fakt, że współfinansowane głównie ze środków Unii Europejskiej.
Trzeba też się odnieść do kwestii wydatków związanych ze służbą zdrowia, bo jak państwo pamiętacie, zasadnicze cele związane ze służbą zdrowia są finansowane ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia i tak naprawdę wydatki z budżetu są tutaj tylko niewielkim wkładem. Przypominam, że w stosunku do pierwotnego planu na 2007 r. plan finansowy Narodowego Funduszu Zdrowia jest większy o ponad 20%. W związku z tym wydaje się, że będą zabezpieczone środki na zwiększenie stawki za jeden punkt, a co za tym idzie, oczywiście na zwiększenie wynagrodzeń.
Niestety wzrasta redystrybucyjna rola państwa. Prowadzi to do zwiększenia ryzyka dotyczącego zakresu życia publicznego podatnego na działania korupcyjne. Porównywalność do poprzednich lat w budżecie jest oczywiście zakłócona przez ujęcie środków Unii Europejskiej zarówno po stronie dochodów, jak i wydatków.
Nie zostały i w krótkim okresie nie mogły zostać usunięte - mam nadzieję, że będą usuwane w najbliższym czasie - przyczyny powodujące zbyt wysoką dynamikę wzrostu wydatków utrwalających wysoki wzrost interwencjonizmu państwa. Udział wydatków budżetu państwa w PKB wyniesie 22%. Konsekwencją tego wzrostu wydatków jest niewielkie zmniejszenie deficytu, oczywiście już po pracach Komisji Finansów Publicznych. Tymczasem redukcja deficytu winna być jednym z priorytetów gospodarczych. Ciągle mamy dużo wydatków sztywnych, które ograniczają możliwości wzrostu wydatków prorozwojowych. Kurczy się pole manewru związane z prorozwojowym ukształtowaniem się wydatków, chociaż jeśli weźmie się pod uwagę żonglowanie we wnioskach milionami zmniejszającymi lub zwiększającymi wydatki, wydaje się, że jednak mamy jeszcze możliwości racjonalniejszego planowania budżetowego. Być może należałoby odejść od takiego histerycznego planowania, od metody, zgodnie z którą plan wydatków próbuje się zwiększyć o ileś tam procent, najlepiej o kilkanaście bądź kilkadziesiąt, w stosunku do przewidywanego wykonania roku poprzedniego. Trzeba przejść do innych metod planowania budżetowego.
Należy też zwracać uwagę na wydatki socjalne. Kiedy rośnie zatrudnienie, maleje bezrobocie i następuje solidny wzrost płac realnych, mamy niepowtarzalną szansę na ograniczenie dynamiki wydatków socjalnych, zgodnie z koncepcją dotyczącą automatycznych stabilizatorów koniunktury. W okresie dobrej koniunktury takie przesunięcia byłyby najmniej bolesne.
Utrzymujący się deficyt powoduje wzrost potrzeb pożyczkowych państwa, a tym samym wzmocnienie efektu wypychania sektora prywatnego z dostępu do kapitału. Deficyt po korekcie będzie niższy, ale mimo to dług publiczny wzrośnie o ok. 44 mld zł. Spowoduje to presję na wzrost rynkowych stóp procentowych i podrożenie kredytu, także dla przedsiębiorców.
Utrzymanie się deficytu jest oczywiście złym sygnałem. Deficyt utrzymuje się już od wielu lat i jeśli będzie tak, że za 2 czy 3 lata gospodarka zwolni, to przy takim poziomie sztywnych wydatków konieczne będzie zwiększanie deficytu lub zwiększanie podatków. To efekt beztroskiego zwiększania wydatków przez ostatnie lata, a nie tylko kwestia budżetu na 2008 r. Powinniśmy mieć świadomość, że zaciągane dzisiaj długi trzeba będzie spłacić, a będą to robić praktycznie nasze dzieci, a być może nasze wnuki.
Przychody, czyli to, co musimy pożyczyć, by zaspokoić wydatki i także spłatę wcześniejszych pożyczek publicznych, niebezpiecznie zbliżają się do wielkości rocznych dochodów. Szczerze mówiąc, to niejako drugi budżet. Warto przypomnieć, że dług publiczny przekracza 500 mld zł, czyli żeby można było jednorazowo spłacić ten dług publiczny, trzeba by było przeznaczyć dwukrotne roczne dochody budżetu państwa. To powinno obudzić naszą wyobraźnię. Ograniczmy się zatem w budżecie państwa do realizacji, jak powiedziałem na wstępie, klasycznej, socjalnej i ekonomicznej funkcji państwa. Oczywiście powinniśmy stosować metody celowego i oszczędnego działania, także w budżecie państwa. Dziękuję. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia